Tandem


(po techniczne szczegóły zapraszamy na dół strony)

Rower dla dwojga jest głównie zasługą Inki, która chciała mieć coś wspólnego. Teraz nie ma już odwrotu i wszędzie musimy jeździć tandemem.

Romet Duet, prawdopodobnie z początkowego okresu produkcji w latach '70. Znaleźliśmy go na popularnym serwisie aukcyjnym (Duety można dostać nawet za 200-300zł, warto!). Sprzedający mieszkał pod Wągrowcem, więc jeszcze przed zakupem umówiliśmy się na jazdę próbną. Tak nam się spodobało, że parę dni później tandem stanął u nas w garażu. Rower oryginalnie był zielony, ale ktoś po drodze dorobił mu sprejem niebieskie ciapki, które na szczęście udało się usunąć. Niestety podczas jednej z przejażdżek po okolicy polska stal zawiodła i tandem złamał się w pół.



Stąd w przedniej części tandemu pojawił się płaskownik dospawany przez sąsiada. Podczas pierwszego wyjazdu z sakwami pękło kilka szprych w tylnym kole, które dodatkowo tak się wygięło, że opona zaczęła niebezpiecznie trzeć o ramę (już wcześniej była bardzo blisko - krzywe tylne widełki). Na szczęście udało nam się wrócić do domu. Wiedzieliśmy już, że na dalszy wyjazd trzeba będzie złożyć lepsze koła i jeszcze bardziej wzmocnić ramę (dospawać płaskowniki do tylnego trójkąta). Zawiodły także oryginalne siodełka, co prawda skórzane i na sprężynach. Więc wymieniliśmy je na skórzane i na sprężynach, ale sprawdzonej marki Brooks.


Z powodu kiepskiej estetyki dospawanych elementów, postanowiliśmy oddać tandem do malowania. Kolor miał być "pomarańcz Rometu" (jak australijski Jubilat), jednak wyszedł trochę bardziej żółty. Też dobrze.



Po incydencie z ramą straciliśmy zaufanie także do widełek, dlatego wymieniliśmy je na widelec amortyzowany, dodatkowo do którego łatwiej przykręcić przedni bagażnik. No i ładnie komponuje się z białymi obręczami.




Rower udało się złożyć na wieczór przed wyjazdem na Ukrainę. Podczas samego wyjazdu tandem spisywał się bardzo dobrze. Jedyną usterką były pękające szprychy (łącznie 6) w pierwszym tygodniu. Przypuszczam, że to z powodu jazdy w pełnym obładowaniu na "świeżym" kole, gdzie szprychy jeszcze nie zdążyły się odpowiednio ułożyć. Co ciekawe, przez ponad 2500km nie złapaliśmy ani jednej gumy, pomimo taniego ogumienia marki ChaoYang.




Na Ukrainie zaopatrzyliśmy się w koszyk (do przewożenia psa), który przydał się także na kolejnych wyjazdach (już bez pieseczka). Jak prawdopodobnie zauważyliście, w tandemie nie mamy przerzutek i przedniego hamulca (tylni "w pedałach"), jednak po doświadczeniach z tych naszych kilku wycieczek, wprowadziliśmy kilka zmina. Cóż, rower miał być prosty i się nie psuć. I taki też efekt udało się osiągnąć, niestety zbyt dużym kosztem komfortu jazdy (po prostu pod górkę nie jedzie, a i pod wiatr ciężko). W związku z tym montujemy nowe koła, na przodzie pojawia się dynamo i hamulec (względy bezpieczeństwa).





















Dynamo zasila naszą ładowarkę.


Z tyłu pojawiła się 3-biegowa piasta.




Zmieniliśmy opony z chińskich ChaoYang na niemieckie Schwalbe, mamy nadzieję że wytrzymają parę tysięcy kilometrów więcej.




Z tych samych względów wymienione zostały korby, z takich montowanych na klin, na takie montowane na kwadrat.





Przeprosiliśmy się z elektroniką i teraz kilometry odmierzał nam będzie rowerowy licznik.



Zmiany zaszły także wśród koszyków. Na kierownicy w miejscu metalowego koszyka z Ukrainy, mamy teraz zdejmowalny kosz wiklinowy (także na zakupy;-). A koszyki na bidony są zamocowane wygodniejszy dla nas sposób (nie będziemy już zahaczać tyłkami o butelki;-).










Cały nasz dobytek pakujemy w sakwy i worki Crosso, które przyczepiamy do bagażników z przodu i z tyłu.








Mamy nadzieję, że nic się nie rozpadnie:-)



ZMIANY W STOSUNKU DO ORYGINAŁU I JAK TO WSZYSTKO SIĘ SPISAŁO:

siodełka: Brooks B66 S
opinia: tyłki nam nie odpadły, nawet w tropikalnym klimacie


rama: dospawane wzmocnienia w postaci płaskowników w przedniej części ramy, a także w tylnym trójkącie

opinia: co prawda sporo waży, ale przez te ponad 20 000km z obciążeniem przekraczającym czasem 200kg, nic nie pękło. Jedyne co, to wyrobiły się oryginalne "szybkozamyczkacze" od sztyc.


widelec: RST Capa 20", przeznaczony do rowerów dziecięcych, włożona druga, twardsza sprężyna (oryginalnie była jedna, na tyle miękka, że po zajęciu miejsca na rowerze, amortyzator od razu wbijał się do końca), rura sterowa przedłużona przez dospawanie gwintowanej końcówki z oryginalnego widelca

opinia: dzięki dwóm sprężynom miał idealną twardość, pięknie pochłaniał wszelkie dziury. Nic nie pękło, chociaż na pewno nie był przewidziany do roweru o masie +200kg. Amortyzatory nie są awaryjne, a zwiększają komfort podróży i zmniejszają obciążenia przyjmowane przez przednie koło i ramę, w przypadku wjechania w nierówność. Polecamy!!!


napęd: korby mocowane na kwadrat, krajowej produkcji, łańcuch jednorzędowy KMC

opinia: na tych korbach spokojnie zrobimy kolejne 10 000km, jednorzędowe napędy są niezniszczalne. Na jednym z podjazdów w Korei zerwała nam się tylna zębatka mocowana na trzy wypustki, no ale nachylenie kilkanaście %, +200kg wagi, ponad 11 000km przebiegu i brak lekkiego przełożenia robią swoje. Polecamy takie srebrne robione przez Shimano, czarne no-name'y zrywały się od razu. Ruszaliśmy na tanim łańcuchu KMC z kilkoma tysiącami przebiegu. Tak dla świętego spokoju założyliśmy nowy w Krasnojarsku, taki lepszy BMX'owy (też KMC) i dojechał z nami do końca, czyli jakieś 18 000km i parę tysięcy jeszcze spokojnie zrobi. Pisałem już, że napęd jednorzędowy jest niezniszczalny?


suport: klasyczny kulkowy typu Romet z wbijanymi miskami

opinia: jedyną awarią była wyrobiona miska w przednim suporcie z lewej strony (po około 9 000km). Zamiennik dostaliśmy w chińskim warsztacie rowerowym. Była to jedyna awaria suportu na całej trasie, tylny nawet nie załapał luzu!


hamulec przód: mechaniczny tarczowy Shimano Deore, tarcza 160mm, okładziny żywiczne, tania klamka Shimano

opinia: w górach trochę za słaby jak na tandem, może komplet z metalicznymi okładzinami byłby skuteczniejszy. Na płaskim w zupełności wystarczający. W drodze przez Azję wymieniliśmy około 7 kompletów okładzin.


bagażniki: przód i tył Crosso + przednia platforma Author

opinia: Crosso bez zastrzeżeń. Platforma Authora pękła po około 16 000km (początkowo jechał na niej śpiwór i rzeczy do spania, później namiot i maty, czyli obciążenie do 5kg), poratowaliśmy się spinając ją trytkami.


koła: obręcze Dartmoor Fortress 20", szprychy DT Champion 2.0mm

opinia: z przodem nie było żadnych problemów, za to początkowo nagminnie pękały szprychy z tyłu. Było tak dlatego, że ruszyliśmy obładowani na świeżo zaplecionych kołach i szprychy nie miały czasu się ułożyć. Koło zostało zaplecione na nowo w Nowosybirsku, od którego bagaż wieźliśmy w przyczepce. Na całej trasie do końca Japonii, czyli około 9 000km, nie pękła ani jedna szprycha. W Hong-Kongu cały bagaż znowu wylądował na rowerze, ale koło było już "ułożone" i w drodze do Singapuru, około 8 000km, pękły może 3 szprychy. Wniosek: nie ruszajcie w podróż na świeżych kołach!


opony: Schwalbe Marathon Plus 20x1.75

opinia: wytrzymywały maksymalnie 5 000km, zazwyczaj najpierw eksplodował bok opony, a bieżnik wystarczałby na jeszcze trochę. Poza tym jeździliśmy na tym co było dostępne, zdarzały się opony za 2zł (w Tajlandii), które wytrzymywały 800km. Ogółem zużyliśmy około 20 opon.

dobrze spisywały się:
chińskie CST i ChaoYang
GEAX

a gorzej:
Michelin!
Schwalbe, oczekiwaliśmy czegoś więcej

piasta przód: z dynamem Shimano, 6V 3W

opinia: piasta lekko toczyła się przez całą wyprawę, zaopatrując nas w prąd w każdych warunkach. Nie złapała żadnych luzów. Polecamy!


piasta tył: 3 biegowa, Shimano Nexus 3, z hamulcem "w pedałach"

opinia: zakres przełożeń wystarczający do spokojnej jazdy. Na podjazdach brakowało jednego jeszcze lżejszego biegu, a przy wietrze w plecy przydałby się jeden cięższy (czyli w sumie 5 przełożeń by wystarczyło). Przy tandemie i kołach 20" nie ma co liczyć na tą legendarną trwałość piast planetarnych. Praktycznie na dzień dobry pękł jeden wianek z kulkami (od strony hamulca), wywaliliśmy wianek i włożyliśmy same kulki i problemy się skończyły. Przez całą podróż zużyliśmy trzy wkłady (te wewnętrzne mechanizmy): 1. po niecałych 4 000km pękły zapadki odpowiedzialne za 3. bieg, 2. wytrzymała 7 000km, w Korei zużyły się ząbki 1. biegu, 3. po około 5 000km pękła zapadka od "trójki", doraźnie naprawiona sprężynką od długopisu piasta dojechała do Singapuru, czyli łącznie 11 000km. Przy czym obudowa była ta sama od 18 000km i zdążyły się już wyrobić bieżnie kulek. Ten ostatni zestaw (wkład z przebiegiem 11 000km i obudowa 18 000km) przeszedł w ręce Shimano Singapur, a my dostaliśmy nowiutką piastę prosto z fabryki.
Hamulec w pedałach w płaskim terenie jest wystarczający, zdecydowanie za słaby w góry. Przy długich zjazdach nagrzewa się na tyle, że zapala się smar znajdujący się wewnątrz piasty. Istnieje także ryzyko całkowitego zablokowania koła!
Myślę że byłaby faktycznie nie do zajechania na pojedynczym rowerze na kołach 26-28". Dla wytrwałych, reszta niech pomyśli o większej ilości biegów i hamulcu rolkowym.

błotniki: oryginalne aluminiowe + holenderskie chlapacze Bibia

opinia: niestety metalowe błotniki mają to do siebie, że się w końcu urywają. Nam pod koniec podróży zerwał się tylny błotnik, dobity dodatkowo transportem w Indonezyjskim autobusie. Doskonałe sprawdziły się obszerne chlapacze, przy mokrej nawierzchni nic spod koła nie chlapało na buty, łańcuch i przedni suport. Polecamy!