Aktualności‎ > ‎

Z Mikołajewa na Krym

opublikowane: 10 maj 2013, 12:08 przez eferde   [ zaktualizowane 12 lip 2014, 06:17 ]
10.05.2013, Jałta, Ukraina

Nie pisaliśmy długo, ale droga z Mikołajewa na Krym była prosta, długa i nudna i zdawało się, że nic a nic się nie posuwamy. Poza tym nie było internetu. Czasem wiało w twarz, czasem w plecy. Drogę umilały zatoki duzych rzek, kończące swój bieg w Morzu Czarnym (staraliśmy się wykąpać zawsze, jak tylko nadarzyła się okazja). Niektóre z nich były tak wielkie, że nie widzieliśmy drugiego brzegu...


https://lh6.googleusercontent.com/-AGVvhI13h2M/UZPXiypzEWI/AAAAAAAAEzY/i_-Sv_lGLwo/s1600/IMG_1130.jpg

Na trasie w miejscowościach pojawiały się targi rybne, ale Olo nie przepada za wędzonym surowym mięsem i Inka sama musi później wszystko zjadać. Dotarcie do Autonomiczej Republiki Krymu zajęło nam trzy dni. Początkowo jechaliśmy małą drogą, wzdłuż zatoki Południowego Bugu (bardzo płytko, a.woda zimniejsza, niż byśmy się tego spodziewali po tej kałuży). Rozbijamy swój obóz tuż nad wielkim zalewem Dniepru (tą rzekę widzieliśmy w Kijowie w 2011, gdzie już tam była duża). Pan, który pokazał nam miejsce, ostrzega przed komarami, ktore nie gryzą ale jest ich dużo. Od wody tymczasem wieje przyjemna bryza i nie ma żadnych owadow. Gotujemy przepyszne danie złożone aż z pięciu składników (zwykle są trzy), ludzie podchodzą i robią zdjęcia roweru, nam i sobie z nami. Gdy znikają, szykujemy się do wyjścia, by zażyć kąpieli, ale pojawiają się komary, które może i nie gryzą ale siadają gdzie popadnie. Nawet na wodzie i jest ich tyle, że tworzą ciemną chmurę zasłaniając niebo. Pomimo tego, że rozłożeni jesteśmy około pół metra od linii brzegu, nie decydujemy się na kąpiel. Koleje dni musieliśmy jechać i.spać przy głównej drodze M17.


https://lh6.googleusercontent.com/-PBtKOoNlfLg/UZPXqVEF-PI/AAAAAAAAE2U/Fuv_QEUL1XQ/s1600/IMG_1197.jpg

Od mometu gdy wjechaliśmy na Krym, wydaje nam się, że znajdujemy się na innym kotynencie. Można tu wjechać tylko trzema drogami. My robimy to wspomianą już M17, przez wąski pas lądu pomiędzy Morzem Czarym, a Zatoką  Siwasz na Morzu Azowskim. Przed nami roztacza się równa przestrzeń wielkiego stepu porośniętego trawą lub uprawianym zbożem, ale tu trzeba pola nawadniać, bo w tej części Krymu poza kilkoma kanałami, nie ma cieków wodnych ani jezior. Trudno tu znaleźć miejsce do rozbicia namiotu, bo nawet drzew jest niewiele. Już od drugiego dnia na widnokręgu pojawiają się Góry Krymskie. W miejscowości Traktowo pukamy do losowego domu i pytamy, czy naleją nam wodę do butelek i do worka. Trafiliśmy na Tatarów Krymskich, którzy po wysiedleniu do Uzbekistanu wrócili tu na przełomie lat '80 i '90.


https://lh4.googleusercontent.com/--PtNzIszac4/UZPXtrsaa7I/AAAAAAAAE30/z7L5XBvtQEU/s1600/IMG_1233.jpg

Oprócz wody dostajemy też obiad i kupę jedzenia na później. Gospodarze są bardzo mili i gościnni. Tego wieczoru, ani kolejnych dwóch, nie musimy już gotować kolacji (jemy ryż z mięsem i konserwowaną kapustą pekińską na ostro od Tatarów). Trzeciego dnia na Krymie wjeżdżamy do Symferopola. Spędzamy tam trochę czasu na szukaniu sklepu ze szprychami (na szczęście pojawia się rowerzysta Iwan i.pokazuje nam, gdzie szukać sklepu i ostatecznie kupujemy spory zapas, bagatela dwieście sztuk). Symferopol to spore miasto (350tys. mieszkańców), widzimy mnóstwo turystów z plecakami. Główne ulice Karola Marksa, Rozy Luksemburg i Lenina obsadzone są drzewami, pod którymi podróżni i.mieszkańcy szukają wytchnienia od upału. Przez miasto przejeżdżamy możliwie szybko, pragniemy wydostać się z miejskiego harmidru, trąbiących marszrutek i pędzących trolejbusow. Z Symferopola droga o dziwo cały czas prowadzi w dół. Następnego dnia prawie bez pedalowania docieramy do Bakczysaraju. Już na sam dźwięk tej nazwy przechodzą nas dreszcze emocji. To bardzo stare tatarskie miasto z.wieloma meczetami, a przede wszytskim była stolica Chanatu Krymskiego. Zachowal się tu pałac Chanów Krymskich, który wygląda bardzo egzotycznie i przenosi nas w klimaty świata muzułmańskiego.

.
https://lh3.googleusercontent.com/-IeQnJmnAEcE/UZPXwhV5GYI/AAAAAAAAE48/3KjgOBecUs4/s1600/IMG_1295.jpg

Bakczysaraj położony jest w wąwozie, idąc wzdłuż którego docieramy do Monastyru Uspieńskiego, czyli klasztoru wydrążonego w skale. Mamy okazję zobaczyć i posłuchać jak jeden z mnichow gra na czterech dzwonach jednocześnie. Dźwięk ten, właściwie jego niepokojąca melodia odbija się od skał i rozchodzi po całym wąwozie, wielu ludzi tak jak i my stoi i słucha jak w transie tego niesamowitego koncertu. Idziemy dalej do słynnego Czufut Kale, wydrążonego w skałach średniowiecznego miasta-twierdzy. Stąd rozpościera się widok oszałamiający, na cale miasto i wąwóz, a nawet na Morze Czarne. Zwiedzanie zajmuje nam mnóstwo czasu, ale jest tego warte. Bakczysaraj jest miejscem które trzeba odwiedzić.



https://lh6.googleusercontent.com/-5Pu4BWeGk3w/UZPX8R61e8I/AAAAAAAAE9I/j9aO6shrJQs/s1600/IMG_1380.jpg

Stąd ruszamy prosto na Sewastopol. Przed miastem męczymy się trochę na stromym podjeździe, jest późno więc tuż przed Sewastopolem rozbijamy się w lasku. Noc upływa niespokojnie, w okolicy mnóstwo ludzi, słychać wystrzały sztucznych ogni. Jest 8 maja, jutro Dzień Zwycięstwa, bardzo hucznie świetowany w byłym ZSRR. To chyba były próby, a ludzi jest dużo, bo jutro mają dzień wolny od pracy. Nazajutrz mamy okazję zobaczyć wojskową paradę z okazji Dnia Zwycięstwa. Na główne ulice wyszli chyba wszyscy mieszkańcy miasta i przynajmniej drugie tyle turystów. Jest tak tłoczno, że nie możemy się nigdzie ruszyć. Nie udaje nam się zobaczyć tu niczego innego prócz tłumu ludzi i prześwitującej między nimi parady, ale na tak wielkim wydarzeniu jesteśmy pierwszy raz.


https://lh4.googleusercontent.com/-iRST1HE4g8Q/UZPYAioeS4I/AAAAAAAAE-4/JwAxT0VeGtg/s1600/IMG_1434.jpg

Popołudniu zajeżdżamy na plażę, gdzie zamiast piasku leżą drobne okrągłe kamieie. Woda jest czysta jak w Morskim Oku, ale chyba równie zimna. Dużo czasu zajmuje nam wydostanie się z miasta na główną drogę, którą będziemy się poruszać wzdłuż południowego wybrzeża Krymu. Droga faluje w górę i.w dół, a okropny upał daje nam popalić, ale widoki po stokroć nam to wynagradzają. Tuż obok nas wyrastają strome zbocza wzdłuż których wije sie czarna nikta asfaltu. Po drugiej stronie, sto metrów niżej widać morze o pięknym turkusowym kolorze.


https://lh3.googleusercontent.com/-_lxzog9tM6M/UZPYHD_PlHI/AAAAAAAAFBU/QPwIYKwR5GU/s1600/IMG_1503.jpg

Śpimy przy drodze w górach. Nad nami naprawdę olbrzymia skała, w dole widok na bezkresną wodę. Noc wyjątkowo ciepła, tak że nawet wychodzimy ze śpiwora. Nad ranem wyganiamy ohydną skolopendrę z.worka z brudami i metrowego węża z namiotowego przedsionka. Droga do Jałty wyciska z nas siódme poty, bo i pod górkę i pod porywisty wiatr w twarz, przez który musimy pedałować z górki, mimo że.ważymy 200kg! Nad sercem Krymu, jakim jest Jałta, wznosi się jedna z najwyższych tutejszych gór, Ai Petri. Ma 1234m n. p. m. i schodzi do samego morza! Widoku nie da się opisać słowami, zapiera dech w piersiach. Przyzanjemy się, że nigdy nie widzieliśmy czegoś tak pięknego i może jedynie jezioro Bajkał zrobi teraz na nas podobne wrażenie.


https://lh6.googleusercontent.com/--QY0HctFsl4/UZPYIItyl2I/AAAAAAAAFBs/caCygGJhSsw/s1600/IMG_1513.jpg

Jałta, mimo że cel wielu Krymskich wycieczek, nie jest dużym miastem, ma jedną główną ulicę, od której odchodzi wiele ślepych i zawiłych małych stromych uliczek. Gościmy tu u Siergieja, który pokazuje nam m.in. pałac cara Aleksadra III i Mikolaja II, w którym odbywała się słynna i niekorzystna dla Polski konferecja w Jałcie.


https://lh4.googleusercontent.com/-eZFmtu1l9b8/UZPYJtda-8I/AAAAAAAAFCU/X4UGh35Utbk/s1600/IMG_1526.jpg

Cieszymy się, że jedziemy tą drogą! Jakże byłoby szkoda, gdybyśmy ominęli ją w obawie o nasze hamulce:-)