Aktualności‎ > ‎

W Malej Warszawie

opublikowane: 24 kwi 2013, 11:33 przez eferde   [ zaktualizowane 11 lip 2014, 07:44 ]
24.04.2013, Styrcza, Mołdawia

Docieramy w końcu do pierwszego kraju, który nie graniczy z Polską. Granicę przekraczamy bardzo sprawnie. Tandem oczywiście wzbudza ciekawość u wszytkich celników (wychodzą nawet ze swych budek) i bez problemu wbijają wszytkie niezbędne pieczątki. Równo z granicą zaczynają się podjazdy i.zjazdy. Droga jest nieco lepsza niż ukraińska i nie musimy hamować jadąc w dół. Zamiast pól ze.zbożem otaczają nas ogromne sady, jakich nie widzieliśmy nawet w Belgii, gdzie zbieraliśmy kiedyś gruszki (i pieniądze na wyjazd). Ziemia w Mołdawii jest bardzo żyzna, mówi się że wystarczy włożyć do.niej kij, a wyrośnie drzewo. W Mołdawii przy ulicach stoją często studnie z pitną wodą, z których chętnie korzystamy. Studnie są zadbane i bardzo bogato zdobione, wyglądają jak małe kapliczki. Tutaj wszyscy znają dwa języki: mołdawski (de facto rumuński) i rosyjski, dlatego nie mamy problemu porozumiewaniem się w sklepach. Drugiego dnia Olo lokalizuje groźne zgrzyty w piaście i odkrywa uszkodzony wianek w łożysku kulkowym. Na szczęście mamy zapasową piastę, z której wyciągamy wianek, a zniego same kulki, które z lekarską precyzją wkładamy w lożysko (bo wianki się psują). O.awarii dowiaduje się pani Lilia Górska, z którą byliśmy umówieni na nastepny dzień w Styrczy, zwanej "Małą Warszawą". Organizuje nam transport do jej domu. Przejeżdżamy aż 50km samochodem z.naszym rowerem w przyczepce, a wieczorem jemy tradycyjny obiad u pani Lilii.


https://lh6.googleusercontent.com/--r0A5Y5XB7I/UX94O1STmDI/AAAAAAAAEaU/jpzK1dYmi-U/s1600/IMG_0878.JPG

Rodzina pani Lilii to przodkowie polskich osadników pochodzących z Kamieńca Podolskiego i Haliczy z.dawnej Polski (obecnie tereny Ukrainy). Opowiada nam bardzo ciekawą historię Polonii w Mołdawii, która w całości pochodzi ze Styrczy. Pani Lilia to miejscowa aktywistka, jest kierownikiem zespołu tanecznego polskich tańców ludowych "Styrczańskie Dzwoneczki", opiekuje się muzeum polskim, w.którym zgromadziła przedmioty od ludzi z całej wsi (m. in  mnóstwo zdjęć, banknotów, ubrań i sprzętów domowych pierwszych polskich osadników). Wpisujemy się do księgi gości pod wpisem naszego marszałka senatu, który był tutaj w zeszłym roku. Zespół pani Lilii koncertuje także w Polsce i chętnie nawiązałby jakąś wpółpracę z naszymi zespołami ludowymi. Pani Lilia ma konto na skype i na popularnym serwisie społecznościowym. Mimo że jest w wieku naszych rodziców, chętnie korzysta z.komputera. W jej domu czujemy się jak u siebie. Jej syn Staszek, oprowadza nas po wsi, pokazuje budowaną własnoręcznie bazę turystyczną, a mąż Feliks gotuje rano mołdawską mamałygę (gotowaną kaszę kukurydzianą), którą można zjeść z każdym dodatkiem (z mięsem, z owocami, na słono, na.słodko, etc.) i wiemy już, że będziemy ją gotować podczas kolejnych dni naszej wyprawy. Wieczorem jemy grilla z lokalnych wyrobów. Co ciekawe, nie zamykają domu na klucz i nie martwią się że coś im zniknie. W końcu wszyscy się tu znają.