Aktualności‎ > ‎

W kraju Khmerów

opublikowane: 22 mar 2014, 21:10 przez eferde   [ zaktualizowane 18 lip 2014, 09:12 ]
23.03.2014, Siem Reap, Kambodża

Siem Reap to miejscowość, przy której znajduje się największa atrakcja turystyczna Kambodży, zarazem jedne z najbardziej znanych zabytków świata - kompleks świątyń Angkoru, znany powszechnie (lecz nie końca poprawnie), jako Angkor Wat. Nie będziemy tu oryginalni pisząc, że kompleks robi duże wrażenie i naprawdę jest wart zobaczenia. Trzeba pamiętać, że na zwiedzanie trzeba zarezerwować sobie przynajmniej jeden cały dzień, a jak kto może to najlepiej kilka, bo tyle tu tego to oglądania. My tylko tak z grubsza objechaliśmy teren na rowerze i nakręciliśmy 44km!


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4330.JPG

Samo Siem Reap już mniej przypadło nam do gustu. Jest to taka typowa turystyczno-imprezowo-pubowa miejscowość, którą od reszty kraju dzieli cywilizacyjna przepaść (w sensie że wioski tkwią jeszcze w czasach niemal pierwotnych, a turystyczne miasta niemal dorównują standardom zachodnim), a na odwiedzających czekają masy naganiaczy, kierowców tuk-tuków i ulicznych sprzedawców.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4192.JPG

W drodze z Laosu do Kambodży przemknęliśmy przez rolniczą, wschodnią Tajlandię. Jest to całkowicie nieturystyczna część kraju, a krajobraz jest właściwie żaden, bo gdzie nie spojrzeć to pola i pola. Do tego wszystko suche, bo teraz jest najcieplejszy okres pory suchej. Liczyliśmy na zielone tropikalne lasy, ale się przeliczyliśmy;-) Podobnie rzecz wygląda w Kambodży, gdzie po przekroczeniu granicy mieliśmy wrażenie, że wjechaliśmy ponownie do stepowego Kazachstanu, a nie tropikalnego kraju w południowej Azji.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4153.JPG

Żar tropików doskwiera nam już od dłuższego czasu. W dzień mamy palące słońce, temperatury rzędu 35*C i więcej, do tego wiatr wieje nam w twarz zdecydowanie częściej, niż byśmy tego chcieli. Jak na złość, wieczorami powietrze przestaje się ruszać i wiatr nie przynosi ulgi, temperatura spada może nieznacznie poniżej 30*, jednak w namiocie jest zdecydowanie cieplej. Na tyle ciepło że wystarczy leżeć, żeby się porządnie spocić, mimo że rozbijamy teraz tylko samą moskitierę.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4151.JPG

Możemy powiedzieć, że każdą noc w Tajlandii spędziliśmy pod dachem, ponieważ pełno tu takich daszków - miejsc odpoczynku dla ludzi pracujących w polu (a że o tej porze roku nikt w polu nie pracuje, daszki są wolne z czego skrzętnie korzystamy). Zawsze to jakoś tak przytulniej mieć dach nad głową, ponadto daszki zawsze mają zrobiony taki podest, tak że nie śpi się na ziemi. Jest to o tyle ważne, że pełno tu żarłocznych mrówek, które zdążyły wygryźć solidne dziury w naszej plandece pod namiot, w czasie jednego 'naziemnego' noclegu. Boimy się pomyśleć, co by się stało, jakby przegryzły nam podłogę w namiocie...


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_3847.JPG

Z podobnego daszku chcieliśmy skorzystać w czasie pierwszej nocy w Kambodży, jednak szybko zostaliśmy wygonieni przez jakiegoś ochroniarza, czy kogo tam (w Tajlandii absolutnie nikomu nie przeszkadzało to, że śpimy sobie pod daszkiem w polu), co nawet dzwonił na policję i sugerował powrót do miasta i spanie w hotelu. Nam było to nie w smak i pojechaliśmy dalej. Wioskowe zabudowania ciągnęły się bez końca, więc ostatecznie schronienie znaleźliśmy w buddyjskiej świątyni, w której przyjęto nas praktycznie z marszu, bez żadnych wielkich konsultacji z przełożonymi, czy kimkolwiek. I dobrze trafiliśmy, bo tej nocy rozpętała się najprawdziwsza tropikalna burza z piorunami i deszczem, jakby ktoś lał wodę z ogrodowego węża.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4116.JPG