Aktualności‎ > ‎

W końcu w Azji

opublikowane: 7 cze 2013, 11:15 przez eferde   [ zaktualizowane 12 lip 2014, 09:58 ]
7.06.2013, Atyrau, Kazachstan

Jesteśmy piąty dzień w Kazachstanie. Musieliśmy dojechać do Atyrau, by zarejestrować się w tutejszym urzędzie, podobnie jak musieliśmy meldować się w Rosji. Na szczęście nie zajmuje nam to tyle czasu, a w odpowiednim formularzu jako adres wpisujemy po prostu namiot i dostajemy odpowiednią pieczątkę. Gości nas tu Irina z serwisu CouchSurifng. Jest z pochodzenia Koreanką. Jej dziadkowie, podobnie jak członkowie wielu innych narodowości, za czasów stalinowskich zostali przymusowo przeniesieni do Kazachstanu. Irina to już trzecie pokolenie zesłańców i zna już tylko język rosyjski.


https://lh6.googleusercontent.com/-2bYmeJ32R_E/UdpWoH5XW7I/AAAAAAAAGQ8/S2HSi9pVIAo/s1600/IMG_2421.JPG

Jest bardzo gorąco więc z przyjemnością przysłuchujemy się szumowi pracującej klimatyzacji w jej mieszkaniu i leżymy bykiem na łóżku popijając bananowy koktajl. Ale od początku.


https://lh5.googleusercontent.com/-en4Taef0YjE/UdpWEPSSKOI/AAAAAAAAGGc/cDh17u6miMM/s1600/IMG_2257.JPG

Z Astrachania droga prowadzi przez deltę Wołgi. Po obu stonach ciągną się duże rozlewiska, które oprócz tego że są wylęgarnią meszek i komarów, są też pastwiskiem dla swobodnie żyjącego tu bydła i koni. Przez małe oczka siatki moskitiery to podziwiamy piekne widoki, to tropimy maleńkie muszki, którym udało się przecisnąć do środka naszych moskitek. Sprzyjający wiatr pomaga owadom dogonić nasz rower i obsiąść całe plecy i gdyby nie siatki, chętnie weszłyby jeszcze do nosa i uszu. Granicę z Kazachstanem pokonujemy jak burza. Trochę kasy na następny dzień wymieniamy w przygranicznym spożywczaku. Miła pani sprzedaje nam tenge po bardzo korzystnym kursie. Żałujemy że nie wymieniliśmy więcej. Zaskakuje nas tu niezbyt nasilony ruch i mała, trochę dziurawa droga, która nie pozwala pędzić kierowcom samochodów i ciężarówek.


https://lh6.googleusercontent.com/-gZbJJ1tI8ro/UdpWFt-hHkI/AAAAAAAAGHA/EfBKzhT165Q/s1600/IMG_2275.JPG

Rozbijamy się gdzieś w stepie. W czasie kolacji przychodzi stado koni i omija nas z głośnym prychaniem. Chyba nieumyślnie naruszyliśmy ich rewir. Ruszamy z samego rana, bo słońce o godzinie siódmej rano puka do namiotu i wygania ze spiworów. Dookoła nas rozciągają się setki kilometrów stepu. Jedziemy wzdłuż Morza Kaspijskiego, do którego dojścia niestety nie ma, bo w tym rejonie jest bardzo płytkie i brzeg jest niedostępnym bagnem porośniętym mangrowcami i innym chaszczem. Znajdujemy się okolo 20m p.p.m. i można sobie wyobrazić, że krajobraz to takie morskie dno. Co jakiś czas pojawia się maleńki zbiornik wodny, czy raczej płytka kałuża, które nic a nic nie zmieniają tutejszej roślinności. Tym razem wieje nam w twarz i męcząc się bardziej niż poprzedniego dnia, robimy dwa razy mniej kilometrów. Drogę umilają kierowcy, którzy pozdrawiają z przejeżdżających samochodów i często zatrzymują się na krótką pogawędkę. Zaskakuje nas też widok wielbłądów, których jest całkiem sporo i nieżadko wchodzą na jezdnię i spokojnie sobie stoją, nie zważając na trąbiące ciężarówki, które muszą je omijać. Garbacze schodzą z drogi tylko i wyłącznie na widok jadącego tandemu.


https://lh4.googleusercontent.com/-ERbOoUJ2yJk/UdpWc10--3I/AAAAAAAAGN0/ZrDIX5qrvpE/s1600/IMG_2386.JPG

Zajeżdżamy do jednej z przydrożnych wiosek po wodę. Zabudowania zaczynają się w pewnej odległości od trasy i trzeba do nich dojechać jedną z krętych, ciągnących się przez półpustynne tereny dróżką. Jedziemy dosyć długo, pomimo że wioska zdawała się byę tuż obok. Gdy pukamy do pierwszego domu otwiera nam kobieta z już przygotowaną dla nas butelką wody. Włascicielka jedynego sklepu otwiera nam go mimo przerwy obiadowej. Pod sklepem rozmawiamy chwilę z jedną dziewczynką, która opowiada, że przewija się tu dużo turystów i chciałaby się dowiedzieć dlaczego, skoro tu nic nie ma. Tłumaczymy już nie pierwszy raz to, że u nas nie ma stepu i pustyni, tylko pola, wioski, lasy i miasta, i chcieliśmy zobaczyć że może być tak dużo pustego miejsca.


https://lh6.googleusercontent.com/-ZsJXTonB4RY/UdpWXP6nHaI/AAAAAAAAGM0/GxXsnriypsU/s1600/IMG_2338.JPG

Na drodze spotykamy w końcu innych podróżników, wszyscy z Niemiec. Dwójka z nich jechała ogromną ciężarówką IFA. Właściwie był to taki czołg zdolny jechać bardzo dlugo przez bezludzia (zbiornika paliwa na 900 litrów, na wodę 300 litrów, prąd z silnika i paneli słonecznych). Hendrik i Katrin mają plan jeździc tak po całym świecie przez cztery lata. Wyjechali miesiąc po nasi  przemierzyli bardzo podobną trasę. Dają nam wiztytówkę i kawałek upieczonego barana, a którego już nie mogą patrzeć, bo dostali całe zwierzę od bogatego farmera.


https://lh3.googleusercontent.com/-N72tAgBPeYw/UdpWSU8_aqI/AAAAAAAAGLQ/vFNdaPaCRUs/s1600/IMG_2326.JPG

Chwilę później poznajemy Merlina, który samotnie wędruje na motocylku i nie zna rosyjskiego, więc jest przeszczęśliwy mogąc zwyczajnie z kimś porozmawiać. Młody chłopak ma plan dojechać do Nowosybirska i z powrotem przez Rosję do Hamburga, odbijając z drogi to tu, to tam.


https://lh6.googleusercontent.com/-qOfqDYZFrpk/UdpWWpm9fwI/AAAAAAAAGL8/5sH_WFM7Jfk/s1600/IMG_2336.JPG

Cieszymy się że jedziemy we dwoje i możemy wpólnie przeżywać drogę. Zatrzymujemy się na herbatę w przydrożnym kafe (jest tu ich niewiele, więc zachodzimy do każdego). Oprócz nas w restauracji siedzi gość, który zagaduje że jeśli chcemy spać w namiocie, to mamy go dobrze zapinać. Powoli smakowicie zajadając porcję ryby, zaczyna wymieniać co się czai w niskich stepowych zaroślach (jadowite pająki, węże i inne takie). Udajemy że nie robi to na nas wrażenia, ale tej nocy ustawiamy namiot za pozwoleniem włascicielki za budynkiem kafe na gładkiej ubitej ziemi. Do Atyrau pcha nas wiatr tak mocno, że prawie możemy zdjąć nogi z pedałów. Już 30 kilometrow przed miastem widać pierwsze budynki i nie datego, że są takie wysokie, a dlatego że na płaskim stepie wszystko zdaje się być bliżej. Miasto nie jest bardzo duże ale za to bogate, a to dlatego że w pobliskim morzu Kaspijskim są złoża ropy. Najciekawszą rzeczą do zobaczenia w Atyrau jest rzeka Ural, którą uznaje się za  granicę Europy z Azją i dzieli to miasto na pół. Informuje o tym specjalny daszek, z którym obowiązkowo robimy sobie zdjęcie.


https://lh4.googleusercontent.com/-FCicIgPBSmM/UdpWmk4_w_I/AAAAAAAAGRM/W7ADA09lpIE/s1600/IMG_2410.JPG