Aktualności‎ > ‎

Trzy dni w stolicy Kambodży, Phnom Penh

opublikowane: 29 mar 2014, 22:59 przez eferde   [ zaktualizowane 18 lip 2014, 09:32 ]
30.03.2014, Phnom Penh, Kambodża

Droga do Phnom Penh, stolicy Kambodży, zmęczyła nas niemiłosiernie. Po pierwsze, drugie i trzecie jest potwornie gorąco. Tubylcy w środku dnia polegują w hamakach i ucinają sobie drzemki. Nie ma to nic wspólnego z lenistwem, a jedynie próbą przetrwania dnia bez klimatyzacji. Marzec i kwiecien to najgorętsze miesiące poprzedzające porę deszczową. Po czwarte, wieje nam w twarz i nie jest to przyjemny, chłodny zefirek, a mniej więcej to, co się czuje otwierając rozgrzany piekarnik. Po piąte, droga krajowa (!) do Phnom Penh nie ma asfaltu i kurzy się straszliwie. Niby remontują, ale dlaczego zerwali asfalt od razu na odcinku 300km?!


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4481.JPG


Żebyście nie myśleli, że jest tak źle, są też miłe rzeczy, które pozwalały przetrwać i napełniały nadzieją, że damy radę. Były to przede wszystkim noclegi u buddyjskich mnichów. Zawsze bezpieczne i ze źródłem wody do mycia i prania przepoconych ciuchów. Spaliśmy czasem w hamaku w zbiorowej sali, czasem w maleńkim domku, a czasem w prywatnym pokoju z prądem i łazienką z bieżącą wodą. Mnisi wstają przed wschodem słońca, a my razem z nimi i dzięki temu zyskujemy dwie godziny jazdy w normalnych warunkach. W dodatku w klasztorze zawsze znalazł się ktoś, kto mówił po angielsku. Polecamy!


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4482.JPG


Kolejnym takim bonusem są młode kokosy do picia. Na każdym kroku. Tanie, 1,5-2zł/sztuka. Do tego są schłodzone, wyjęte z plastikowego pudła wypełnionego lodem (tutejsza lodówka). Jeden może mieć nawet litr wody! W dodatku woda z kokosa to idealny izotonik, skład minerałów prawie jak osocze krwi, w sytuacjach skrajnych można ją nawet przetoczyć do krwioobiegu (za wikipedią). Pojawiły się też przepyszne koktajle owocowe mielone na miejscu, prawdziwa kawa, bagietki (jak w Wietnamie) i mistrzowskie danie - smażone kluski z jajkiem (makaron z zupek chińskich, trochę zielonego, smażone jajko, sos sojowy). Nie wspominam nawet o owocach, których pochłaniamy ogromne ilości w trakcie gorącego dnia. Wszystko tanie, a nawet bardzo tanie, jeśli znamy choć trochę sztukę targowania.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4382.JPG


W Phnom Penh niewiele jest do zobaczenia, ale to miłe azjatyckie miasto i warto tu wpaść. Jest Mekong, a nawet ścieżka do spacerowania wzdłuż rzeki. Polecamy spacer po zmroku, jest nawet znośna temperatura, a pomniki i królewski pałac ładnie podświetlone. My wybraliśmy się na przechadzkę z Izą, Polką którą mieszka tu z mężem i synkiem już od dwóch lat.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4610.JPG


Za dnia można się schłodzić i wymoczyć w basenie olimpijskim (1.50 dolara na cały dzień), a nawet poskakać z olimpijskich 3-, 5- i 10-metrowych skoczni.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4602.JPG


Do tego miłego opisu ciężko wpleść zwiedzanie więzienia S21 - "Tuol Sleng", muzeum ludobójstwa, bo to akurat miłe nie jest, choć z niego słynie stolica Kambodży. Wydaje nam się jednak, że poza budynkiem i fotografiami ofiar mogłoby się znaleźć więcej informacji o krwawej rewolucji Czerwonych Khmerów. Muzeum jednak uświadamia, że całkiem niedawno kraj był w kompletnej ruinie i to, że możemy tu spacerować bezpiecznie to i tak wielki sukces.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_4528.JPG


Nie oznacza to oczywiście, że jest już wszystko OK. Zobaczycie to m.in. późnym wieczorem w ulicznej knajpie, gdzie zamówione danie przyniosą wam 10-letnie dzieci, pracujące w Kambodży jak dorośli. O łamaniu praw człowieka nie będziemy się nawet rozpisywać.