Aktualności‎ > ‎

Shimonoseki po raz drugi

opublikowane: 25 lis 2013, 05:07 przez eferde   [ zaktualizowane 17 lip 2014, 02:42 ]
25.11.2013, Shimonoseki, Japonia.

Po raz pierwszy w naszej podróży zatoczyliśmy koło. Znowu przybywamy do Shimonoseki, do Takapiego z CouchSurfingu. Tym razem trafiamy bez błądzenia i spoglądania na mapę. Ale to nie koniec Japonii, stąd w miarę prostą drogą pojedziemy do Tokio (zahaczymy jeszcze wyspę Shikoku i może parę mniejszych).


https://lh3.googleusercontent.com/-HUkNIKEOI-Y/Ur_tlgsFdAI/AAAAAAAAJ0E/X9Yt-Y7EaxM/s1600/IMG_7352.JPG

Z Nagasaki pedałowaliśmy prosto na wulkan Aso, przecinając środek wyspy Kiusiu. Nieco za miastem stajemy i tradycyjnie strzelamy sobie fotkę z licznikiem, a na nim już 12 tys. przejechanych kilometrów (to znaczy na nim 7, bo się wyzerował po 5)! Tego dnia nad nami przechodzi kilka szarych ponurych obłoczków, z których siąpi zimny deszcz. Pijemy gorącą kawę, którą wręczył nam miły pan pod sklepem. Kolejne dwie kupujemy sami w przydrożnych barach czekając, aż przejdzie kolejna szara chmura. Zmoknięci postanawiamy spać dziś w ciepłym schronisku i rano wyruszyć stamtąd na wulkan. Jedziemy mimo zapadającego zmroku. O dziwo myśl o suchym spaniu rozgrzewa nas tak, ze ściągamy kurtki i bez przystanków pniemy się całą drogę pod górkę. Gdy jesteśmy już bardzo blisko, gubimy drogę i pukamy do pierwszego domu. Pomocni Japończycy wyjeżdżają skuterem, mimo deszczu i późnej pory i prowadzą nas do celu. W schronisku podali kolejną kawę.

Zostawiamy naszą ciężką przyczepę i na pusto wjeżdżamy serpentynami do samego krateru (ciut ponad 1200m n.p.m.). Ach jak lekko i szybko nam się to udaje! Na szczycie leży już warstwa śniegu.


https://lh4.googleusercontent.com/-FxdYZ6eRO_8/Ur_4K4HBg2I/AAAAAAAAKBI/p151BeUNvkU/s1600/IMG_7998.JPG

Aso to jedna z największych wulkanicznych kalder na świecie - ok. 25km średnicy i 100km obwodu. Inka miała nadzieję na bulgoczącą lawę, ale było tylko małe jeziorko, które bucha siarkową parą ograniczającą widoczność tak skutecznie, że nawet go nie widać. Marzniemy zjeżdżając w dół, ale po drodze znajdujemy prawdziwe, dzikie gorące źrodło, które może i duże nie było, ale na wsunięcie i ugrzanie nóg odpowiednie. Rewelacja.


https://lh6.googleusercontent.com/-iakdMrbW7AM/Ur_4ulDQJKI/AAAAAAAAKDA/f4Sznr5Re9w/s1600/IMG_8062.JPG

Po kilku zimnych dniach bez mycia nie mogliśmy odmówić sobie wypróbowania japońskiej łaźni - onsenu. Mimo wczesnej pory i ładnej pogody taplamy się tam prawie godzinę. Woda pachnie siarką i jest bardzo ciepła - ok. 50*C. Do onsenu, czyli takiego baseniku, wchodzi się nago, po wcześniejszym dokładnym wyszorowaniu ciała pod prysznicem. Oprócz nas nie ma nikogo. Nawet drzwi otwiera automat po wrzuceniu odpowiedniej ilości monet (w tym przypadku cała przyjemność kosztowała 300 jenów, czyli niecałe 10zł od osoby).


https://lh6.googleusercontent.com/-D1vSzUYqCbQ/Ur_5HCtWVCI/AAAAAAAAKEY/xXIsHGg83uY/s1600/IMG_8110.JPG

Wygrzani po onsenie wdrapujemy się pod górę i wiatr. Jest czasami tak ciężko, że pchamy rower. Gdy jesteśmy już nieźle wykończeni, z pobliskiego budynku wychodzi miły gość i zaprasza na kawę. W dodatku pokazuje na mapie gdzie jesteśmy i że jedziemy w złą stronę. To jeszcze nie koniec, rozpala ogień w kominku, gra nam koncert na indyjskiej sitarze i pokazuje kolorowe zdjęcia galaktyk, które sam zrobił, bo ma teleskop wielkości domowego bojlera do grzania wody. I daje nam jeszcze wielką czekoladę na drogę (takie cztery normalne tabliczki), która od tej pory prowadzi nas w dół (droga, nie czekolada). Co za dzień!


https://lh4.googleusercontent.com/-Qp_-9FgNkIo/Ur_5Qs-u_6I/AAAAAAAAKE0/LYCl8sSbpwI/s1600/IMG_8118.JPG

Pan z sitarem (sitarą?) to nie jedyny okaz miłego Japonczyka jakiego spotkaliśmy. Parę razy dostawaliśmy jakieś jedzonko od przypadkowych ludzi, ale najweselej wspominamy pana, który dopytywał, gdzie jedziemy i jak długo nam to zajmie, po czym czekał na nas za jakąś godzine z kawą i lampką do namiotu w prezencie! Chcemy też zdementować plotkę jakoby Japończycy nie znali angielskiego i uciekali na jego dźwięk. Co prawda znają zazwyczaj tylko parę słów, ale znają i są bardzo pomocni.