Aktualności‎ > ‎

Przez góry do Laosu

opublikowane: 22 lut 2014, 20:27 przez eferde   [ zaktualizowane 18 lip 2014, 08:24 ]
23.02.2014, Phonsawan, Laos

Jesteśmy już w Laosie. Tu wszędzie jest wysoko, przy czym z Wietnamu zaczynaliśmy z poziomu samego morza. Wiedzielismy wtedy, że będzie pod górkę, ale jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy jak bardzo. Wtedy na wysokości 400m n.p.m., gdy pojawiła się przełęcz byliśmy pewni, że to już koniec podjazdu. Droga jednak nieubłaganie skręciła i zaczęła się wić wzdłuż grzbietu góry. Gdy dotarliśmy do wioski na szczycie, sądziliśmy że szosa skończy się piąć właśnie tam. Nic z tych rzeczy. Pedałując ciągle pod górke, od dobrych kilku kilometrów w chmurze, czyli mgle i mżawce, dotarliśmy pod granicę z Laosem. Sprawdzamy wysokość: 1040m n.p.m.


https://lh5.googleusercontent.com/-2XC8tjTNcfc/UwjqXP0IXRI/AAAAAAAARJY/BFqBWVOqeGU/s1600/IMG_2498.JPG

Uff, to na bank już koniec. Bardzo kiepska widoczność powoduje, że poruszamy się niemal po omacku, ale jakoś dziwnie znowu pod górę. Wyprani z sił pchamy ciężki rower przez jakieś dziesięć kilometrow do pierwszego laotańskiego miasteczka. Skończyło się niemal na 1500m wysokości!

Z internetem nie jest tu tak łatwo jak w Wietnamie, kafejek internetowych brak, kawiarni z wifi też. W Phonsawanie zatrzymaliśmy się, by zobaczyć słynną Równinę Dzbanów. W hostelach, ktore obeszliśmy nie działał darmowy internet i już myśleliśmy, że wyjedziemy za miasto rozbić nasz namiotek gdzieś na ładnej polance (których tu pod dostatkiem), gdy się okazało, że po prostu w całym mieście wyłączyli prąd i będzie dopiero wieczorem. Zrzuciliśmy więc ciężkie sakwy w wynajętym pokoiku i pojechaliśmy pozwiedzać na lekko. Na drodze do dzbanów w pewnym momencie kończy się asfalt i zaczyna mała ścieżka. Tabliczka na początku ostrzega, żeby nie schodzić z trasy. Nie chodzi tu bynajmniej o deptanie trawy, a o to, że tylko ścieżka została rozminowana. Podobno jest to najbardziej niebezpieczne stanowisko archeogiczne na świecie. Gdyby nie niewybuchy, zostałoby wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. [niewybuchy to oczywiście demokracja zrzucona przez wojsko amerykańskie w czasie Wojny w Wietnamie. W Laosie zrzucono około 500kg bomb w przeliczeniu na jednego mieszkańca]. Dobrze, że nie pchaliśmy się tutaj z namiotem:-) Miejsce magiczne. Warto zobaczyć.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_2671.JPG

Phonsawan to maleńkie miasteczko znacznie mniejsze niż możnaby się spodziewać. Jest jednak parę barów i dobrze zaopatrzonych sklepów, w których kupujemy jedynie parę zupek chińskich. Pewnie zastanawiacie się dlaczego. Ano wszelka inna strawa jest dość dziwnie droga, ceny wyciągniete z kosmosu dla bogatych turystów z Zachodu. Nabraliśmy się już kilka razy, ale mówimy dość. Nie to, że nas na to nie stać, ale niesamowicie denerwuje, gdy zdzierają kasę nas kasę, tylko dlatego że jesteśmy biali. Pewnego razu podjechał do nas na motorku chłopak, co znał trochę angielski i zapytał dlaczego podróżujemy na rowerze, a przecież na motorze byłoby lepiej. Ciężko było mu wytłumaczyć że po prostu lubimy jeździc na rowerze, przejazd przez granicę na motocyklu to nie takie hop (ubezpieczenia, międzynarodowe prawa jazdy, rejestracje i inne cuda, nie mówiąc już o tym, że do Chin w ogóle nie można wjechać swoim pojazdem). Akurat wspinaliśmy się powoli na podjeździe w palącym słońcu, ze zmęczenia cali czerowni jak buraki, więc zbyliśmy go zdaniem "nie mamy pieniędzy na benzynę". Ten zaśmial się szczerze i bezczelnie powiedział: "nie wierzę wam że nie macie pieniędzy". Tyle o laotańskim wyobrażeniu człowieka z zachodu. Biały = zawsze bogaty. Na szczęście udaje nam się czasem trafić na takich uczciwych i odzyskujemy wiarę w ludzi. Takich ludzi jednak jest więcej w zapadłych wioskach, daleko od Phonsawanu i turystycznego zgiełku.

A po drodze w Laosie można natknąć się na takie widoczki:


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/_draft_post/IMG_2610.JPG