Aktualności‎ > ‎

Przemierzając Kiusiu

opublikowane: 18 lis 2013, 16:57 przez eferde   [ zaktualizowane 16 lip 2014, 13:10 ]
19.11.2013, gdzieś za Nagasaki, Japonia

Pogoda w Japoni nas nie rozpieszcza, jest nieco chłodno i wilgotno. Na szczęście deszcz przychodzi bardzo regularnie co 2 dni, pada zazwyczaj w nocy i rano, a zaraz potem wychodzi cudownie ciepłe i ostre górskie słońce. Japończycy są już do tego przyzwyczajeni: pod każdym sklepem, świątynią, czy biurem stoi stojak z parasolami. Każdy może sobie taki parasol zabraż i oddać w dowolnym miejscu. Dowiadujemy się tego od miłego przechodnia, którego spotykamy jeszcze w Shimonoseki, gdy akurat siąpi kapuśniak. Oprócz parasola udostępnił nam też swoją komórkę, bo zgubiliśmy się zupełnie szukając mieszkania naszego gospodarza, Takapiego. Okazało się że byliśmy na drugim końcu miasta, ale za to przez przypadek staliśmy dokładnie pod budynkiem, w którym pracuje. Dostaliśmy więc klucze i adres zapisany po japońsku, tak do pokazywania innym, żeby pomogli nam znaleźć drogę. Podobnie jak w Korei, w japońskim adresie nie ma nazwy ulicy, a jedynie nazwa budynku lub osiedla z numerem, więc odnalezienie go przez nas bez wskazówek miejscowych jest praktycznie niemożliwe. Wiemy już też, że nie ma co się martwić o kupowanie japońskiego telefonu, bo dostępne są budki telefoniczne z aparatem na monety 10 i 100 jenowe (w przybliżeniu 30gr i 3zł).


https://lh5.googleusercontent.com/-o2BkGaybUyM/Ur_v0H7tpuI/AAAAAAAAJ78/z2_T7w_Hc_I/s1600/IMG_7771.JPG

Po drodze zwiedziliśmy za to samurajskie osiedle ze starym glinianym murem (no do Chińskiego się nie umywał), starą światynią (jakieś 600 lat) i starym, wielkim cmentarzem położonym, jak chyba wszystkie tu, w lesie (szkoda ze nie mogliśmy rozczytać żadnych dat). Egzotyczne drzewa i mgiełka od wilgoci nadawały wszystkiemu jeszcze więcej uroku.


https://lh6.googleusercontent.com/-yUE2iwQnWJw/Ur_uaDTq24I/AAAAAAAAJ24/rCXxL9sE09M/s1600/IMG_7533.JPG

Jednak nie tak drogo w tej Japonii jak się na nam wydawalo, albo jak słyszeliśmy, że będzie. Odnaleźliśmy w końcu zwykły supermarket i zakupiliśmy tuziny ciastek, zupek, makaronów i sosów. Kupiliśmy też zabielacz do kawy której nie mamy i jajka które były już ugotowane (a miały być naleśniki), ale najwspanialsze jest to, że w końcu pojawiły się łagodne smaki, bez dodatków czerownych, palących jak ogień koreańskich przypraw.

Z nieznanych powodów Ince przytrafia się pierszwe delikatne zatrucie pokarmowe. Na całe szczęście jesteśmy właśnie w kibelkowym raju. Tu klapy otwierają się same, siedziska są podgrzewane, wszelkie odgłosy są tłumione przez szum wody z głośniczka, no i można wybrać rodzaj, temperaturę i moc strumienia myjącego z wbudowanego bidetu. A to tylko kilka podstawowych funcji.

W Japonii nie brakuje dzikich miejsc, ale takich dzikich i płaskich prawie nie ma, więc pierwsze japońskie szukanie miejsca pod namiot kończy się w ciemnym gęstym lesie obok cmentarza, do którego doprowadziła nas ścieżka-tunel w zielonej, bambusowej gęstwinie. Japońscy cyklisci rozbijają się w parkach, ale my widzieliśmy do tej pory tylko kilka małych placyków zabaw, nie bardzo odpowiednich na biwakowanie.

https://lh3.googleusercontent.com/-Ec1rA9nuWf4/Ur_uqjHJDxI/AAAAAAAAJ3k/KZlLzDIoFt4/s1600/IMG_7560.JPG

Dojechaliśmy do Nagasaki na zachodnim brzegu Kiusiu, gdzie obowiązkowo zaglądamy na miejsce eksplozji bomby atomowej (która miała miejsce o 11:02, 9. sierpnia 1945) i do muzeum z tym związanym. W mieście można odnaleźć też kilka pozostawionych powybuchowych ścian.

Nie ma za to jakiegoś specjalnego zagrożenia ze strony promieniowania radioaktywnego, a i roślinność i ludzie mają się dobrze, mimo że w czasach, gdy zrzucono bombę, myślano, że na miejscu wybuchu nic nie wyrośnie przez najbliższe 70 lat.

https://lh5.googleusercontent.com/-3pLmg1FDaLc/Ur_wNSQk4NI/AAAAAAAAJ9M/Ojhf7zmWP3A/s1600/IMG_7820.JPG