Aktualności‎ > ‎

Pozdrowienia z Rosji

opublikowane: 19 maj 2013, 11:43 przez eferde   [ zaktualizowane 12 lip 2014, 06:59 ]
19.05.2013, Krasnodar, Rosja

Jesteśmy w rosyjskim Czerwonaku. Musimy zostać tu do poniedziałku, by dopełnić wizowe obowiązki i zarejestrować się we właściwym urzędzie i zdobyć potrzebną pieczątkę. Gościmy u Eleny i jej rodziny, która pomaga nam jutro z dokumentami. Jeszcze w Kerczu czuliśmy małe napięcie jak to bedzie w tej Rosji, w której będziemy pierwszy raz. Baliśmy się promu i odprawy paszportowej, bo to w końcu prawie do Azji wjeżdżamy i ludzi których spotkamy na granicy, przed którymi ostrzega Misza z Kerczu. Tymczasem po drodze na prom zagaduje i zaprasza nas na czaj tutejsza rowerzystka, która wraz z mężem uprawia turystykę rowerową, pieszą i grzybiarską po Krymie. Oglądamy z Tatiana i jej mężem Siergiejem zdjęcia z kilkudniowego grzybobrania w górach i dopiero teraz wiemy, co oznacza to słowo. Dostajemy na drogę krymskie zioła, które Tatiana sama zbierała w górach. Razem z mężem odprowadzają nas rowerem na własciwą drogę. Kupujemy bilety (37 hrywien od osoby i 24 od roweru) i siadamy w cieniu, bo nasz prom odpływa dopiero za dwie godziny. Zmieniamy czas na Moskiewski, mamy teraz  już dwie godziny różnicy czasowej z Polską. Za nami ustawia się kolejka ludzi, a między nimi Konstantyn i Swietłana z Samary. Wracają z podróży poślubnej z Krymu. Są paralotniarzami i wiozą swój ekwipunek w trzech dużych plecakach.

Miło nam się gawędzi, nawet rozumieją nasz rosyjski. Prawdopodobnie byliśmy w tym samym czasie niedaleko, bo gdy spaliśmy na plaży w Kokteblu, to nad naszymi głowami przelatywało stado paralotniarzy. Wchodzimy na prom, obok nas wjeżdżają 2 tiry i kilka samochodów osobowych. Jemy wspólnie kanapki z resztek chleba, sera i keczupu. Na odprawie paszportowej obsługa nawet nie sprawdza nam bagażu, jak reszcie pasażerów. Za bramkami czekają na nas Konstantyn ze Swietą i zapraszają na naleśniki. Na pożegnanie wręczaja nam 300 rubli (30zł), bo wiedzą że musimy wymienić pieniądze, a nie ma gdzie i dzięki nim możemy zjeść dzisiaj ciepły obiad. W Rosji po raz ostatni kąpiemy się w Morzu Azowskim, bo już będziemy się od niego tylko oddalać. Na plażę trudno było się dostać, wszędzie stoją hotele i ploty. Trzeciego dnia jedziemy dość szybko, bo ściga nas burza. Nie wiemy jak to się stalo, ale znikąd wyjeżdża Konstantyn i Swieta swoją Ładą Niwą i bez namysłu pakują nasz rower do samochodu, w którym są już dwie paralotnie i jakieś warzywa, które dostali od rodziny. Rozkręcamy rower jak tylko się da, ściągamy sakwy i...


https://lh6.googleusercontent.com/-Icya4udtoTE/UaOFGJ0yo8I/AAAAAAAAFg8/MGyE1yrnX-U/s1600/IMG_1751.JPG

O dziwo wszytko się mieści w trzydrzwiowej Ładzie. Nawet dla nas znajduje się calkiem wygodne miesce (no, tylko dla Inki, Olo musi cierpieć). Znowu mamy szczęście, bo  chwilę później spada grad wielkości orzechów laskowych, samochody staja, a my zakładamy karimatę na przednią szybę żeby czasem grad jej nie potłukł. Nowo poznana para podwozi nas pod mieszkanie naszych dzisiejszych gospodarzy, Eleny, jej męża i synka.


https://lh6.googleusercontent.com/-cQZSCFQ8YPY/UaOFMsX4qJI/AAAAAAAAFis/s-p4_h-D85Q/s1600/IMG_1782.JPG

Dzisiejszy dzień spędzamy leniwie na spacerku po mieście, jedzeniu lodów i piciu kwasu chlebowego z takich automatów na ulicy, ktore napełniają pustą butelkę, ktorą też można w nich kupić. Krasnodar to duże miasto (ciut większe od Poznania), przez które przepływa rzeka Kubań. Nic więcej ciekawego nie możemy o nim napisać, no może jedynie że oryginalnie nazywało się Jekaterinodar. Nawet nasi gospodarze nie wiedzieli, co nam tutaj pokazać.