Aktualności‎ > ‎

Pierwsze kroki w Korei

opublikowane: 19 paź 2013, 06:01 przez eferde   [ zaktualizowane 16 lip 2014, 03:05 ]
19.10.2013, Chuncheon, Korea Południowa

Od naszego lądowania na Półwyspie Koreańskim minął już ponad tydzień, a my posunęliśmy się dopiero 200km na wschód. Nie wieje nam w twarz, ani póki co góry nie stoją nam na drodze, a po prostu brak konieczności posiadania wizy i terminów rozleniwił nas tak, że pozwoliliśmy sobie na odpoczynek w mieście i ślimacze tempo w drodze z Seulu do Chuncheonu. Koreańczycy zaskoczyli nas niezłą znajomością języka angielskiego, zapewne dlatego, że sporo tu Amerykanów (Korea Południowa to strefa wpływów USA). My jako przybysze z Europy, nie robimy na nich najmniejszego wrażenia, obecność białych ludzi nie jest tu powodem do sensacji, jak to często bywało w Chinach. W dodatku nasz rower zlał się z setkami innych żółtych tandemów, które każdy może wypożyczyć z w wielu miejscach. Jak bardzo są podobne, widać na zdjęciu.


https://lh4.googleusercontent.com/-PSzXgVPPhGg/Unr77CexoXI/AAAAAAAAJPU/TFkQFWMzJtE/s1600/IMG_6533.JPG

W stolicy, jak zwykle, znaleźliśmy darmowy nocleg przez serwis CouchSurfing. Takim sposobem poznajemy młodego Amerykanina, Rossa, któy uczy tu angielskiego. Ross zabiera nas późnym wieczorem do różnych knajpek z jedzeniem, których świecące neony rozpraszają ciemność nocy na wąskich uliczkach przedmieść Seulu. Próbujemy wina z ryżu, tutejszej golonki i innych mięs, bo to jest to, co Koreańczycy lubią najbardziej. W ogóle to tutejsza kuchnia różni się od tej chińskiej, podejrzewamy że to za sprawą Japończykow (rządzili półwyspem od 1905r. do końca drugiej wojny). Najtańszym dostępnym jedzonkiem jest sushi. Można też znaleźć w sklepie coś podobnego, ale przypominającego  kształtem kanapkę (ryż z dodatkiem owiniety zielonym glonem). Niezwykłą popularnościa cieszą się zupki chinskie (zwane tu "ramen"), które można zalać wrzątkiem już w sklepie. Gdy Koreańczyk pyta się, czy masz ochotę na herbatę, będzie mu chodziło o kawę zbożową. Jest wiele różnych. Najpopularniejsze z kaszy gryczanej i z kukurydzy. Te z tytek będą przeźroczyste, te sypane pyszne jak kakao. Na ulicach obok amerykańskich fastfoodów pełno knajpek, też zachodnich, serwujących prawdziwą kawę. Jednak nie możemy sobie pozwolić na codzienne jedzenie na mieście, jak to było w Chinach. Ze wszystkich krajów, które odwiedziliśmy Korea jest najdroższa i trochę się obawiamy, że w naszym menu na stałe zagości zalewajka. Mieliśmy nadzieję na tani ryż, bo uprawiają go na miejscu, ale nic z tego (najtańszy jaki widzieliśmy to ok. 10zł/1kg).


https://lh4.googleusercontent.com/-LM2rp74QicY/Unr74_ZSQHI/AAAAAAAAJO0/LNjJhpLXnO8/s1600/IMG_6507.JPG

Z Seulu wydostajemy się drogą rowerową wzdłuż rzeki, która skończy się dopiero ponad 100km dalej w Chuncheonie. Całość bez przerwy z dala od dróg, z przyjemnym widokiem na wodę i góry. Dodać należy, że część ścieżki zbudowana została na nieużywanej linii kolejowej, z wieloma tunelami i bez stromych odcinków. Po drodze mijamy wielu przyjaznych ludzi, których intryguje nasz widok. Z jedną z grupek rowerzystów jemy śniadanie, do wspólnej puli dokładamy ciasteczka, a w zamian częstujemy się jajkami gotowanymi w herbacie (są brązowe w środku, żółtko też), prawdopodobnie smażonym tofu i łykiem grzanego wina. Jednego wieczoru rozbijamy namiot obok domku na tratwie, a rano na kawę zaprasza nas jego mieszkaniec, sympatyczny koreański emeryt.


https://lh4.googleusercontent.com/-MCw2OqjpLWs/Unr8A_7mGAI/AAAAAAAAJQw/wzNxZJiGKiA/s1600/IMG_6579.JPG

W Chuncheonie śpimy u Hyun Kee Yoona, którego Olo gościł 3 lata temu w Polsce, podczas jego rowerowej podróży przez świat. Stąd wybieramy się dalej na wschód przez góry, nad Morze Japońskie.