Aktualności‎ > ‎

Pekin

opublikowane: 10 paź 2013, 22:12 przez eferde   [ zaktualizowane 13 lip 2014, 11:29 ]
27.09.2013, Pekin, Chiny

Dawno się nie odzywaliśmy, ale jak już pisaliśmy wcześniej, internet w Chinach jest dość mocno ograniczony i nie mogliśmy sami edytować strony, a facebook jest w ogóle niedostępny. Poza tym trochę goniła nas wiza i nie mieliśmy za bardzo czasu na ślęczenie przed komputerem. Obecnie udało nam się już dotrzeć do Korei i nadrabiamy zaległości. Zaczynamy od Pekinu.


https://sites.google.com/site/inkaolopl/home/pekin/IMG_5743.JPG?attredirects=0

W stolicy Chin gościliśmy kilka dni, ale to i tak było za mało, żeby zobaczyć wszystko co jest tu warte zobaczenia. Na pierwszy ogień poszło oczywiście Zakazane Miasto, czyli siedziba chińskich cesarzy. Przed wejściem zagaduje nas jeden z przewodników i oferuje darmowe oprowadzenie po mieście. Początkowo chcieliśmy pozwiedzać sami, a oferta brzmiała podejrzanie, jednak dobrze zrobiliśmy przystając na tą propozycję. Przejście przez Miasto zajęło nam 4 godziny, w czasie których przewodnik niemal nieustannie opowiadał nienaganną angielszczyzną, o cesarzach, o zwyczajach panujących w Mieście, czy o bogatej symbolice zawartej w pałacowych budowlach. Wycieczka spokojnie mogłaby potrwać dłużej, niestety godziny otwarcia są dość krótkie i aby zobaczyć wszystko, trzeba przyjść już rano, a my zaczęliśmy dopiero wczesnym popołudniem.



Oczywiście zaliczamy jeszcze Plac Tienanmen i pobliską targową ulicę, takie Pekińskie Krupówki. Na głównym deptaku nie ma nic interesującego, a ciekawie zaczyna się robić w bocznych uliczkach, na których jest mnóstwo knajpek (w dużej rozpiętości cenowej, tanie też są), sklepików i straganów z chińskimi pamiątkami. Ceny mogą być naprawdę atrakcyjne, jednak trzeba się targować. A w tej sztuce nie jesteśmy zbyt biegli, jednak zauważyliśmy, że wystarczy okazać minimum zainteresowania, a następnie zrezygnować z zakupu, by sprzedawcy sami zaczęli obniżać ceny, i to nawet 10-krotnie.



Odwiedzamy też Pałac Letni, czyli w sumie taki wielki park z masą pawilonów, świątyń i kapliczek na każdą okazję. Wśród turystów (w większości chińskich) największą atrakcją nie są zabytki i parkowe alejki, ale sławna wielka żółta gumowa kaczka, która przyjechała tutaj akurat jeden dzień przed nami.



Po Pekinie, mimo jego wielkości, bardzo łatwo jest się poruszać. Do niedawna niemal wszyscy mieszkańcy przemieszczali się na rowerach, więc w całym mieście pełno rowerowych ścieżek, czy raczej wydzielonych pasów ruchu. My jednak chcieliśmy odpocząć od dwóch kółek i korzystaliśmy z genialnego systemu metra. Przejazd w jedną stronę (nawet całą długość linii, łącznie z przesiadkami) kosztuje 1zł! Co ciekawe, przed Igrzyskami w 2008 bilet kosztował 1.50, ale władze miasta na tę okazję obniżyły cenę i tak już zostało. Zupełnie odwrotnie niż u nas. Podobnie jest z czasem budowy całego systemu, większość linii powstała w przeciągu zaledwie ostatnich dziesięciu lat.

W dniu wyjazdu miasto spowija jakaś taka bura mgła. Błękit nieba też jakiś taki przydymiony. Okazuje się, że jest to ten znany pekiński smog, którego szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie było na początku naszego pobytu w mieście. Powstawanie smogu jest złożonym procesem. Podejrzewamy jednak, że przesiadanie się milionów Chińczyków z rowerów na samochody, mogło mieć w tym swój udział.