Aktualności‎ > ‎

Na południe

opublikowane: 6 lis 2013, 07:46 przez eferde   [ zaktualizowane 16 lip 2014, 03:39 ]
02.11.2013, Pohang, Korea

W Korei na dobre zawitała jesien. Taka polsko-złota. Akurat byliśmy niedaleko parku narodowego Seorak san, więc postanawiamy na jeden dzień odpocząć od roweru i ruszamy w góry. Jest piękna pogoda i razem z nami do parku przyjeżdża z dziesięć autokarów i dziesięć razy tyle samochodów z turystami. Na szczęście wszyscy kierują się do kasy kolejki linowej, zaraz za którą robi się pusto. Nad parkiem góruje trzecia najwyzsza góra Korei o wysokosi 1708m npm.


https://lh4.googleusercontent.com/-HivYXEai7qM/Unr8WZmkHDI/AAAAAAAAJV4/jajl9mhcAPc/s1600/IMG_6823.JPG

Brzmi niegroźnie, ale park znajduje się kilka kilometrów od morza. Nieroztropnie wybieramy najtrudniejszy szlak, który jednak wysysa z nas siły i zajmuje aż pięć godzin, by zbliżyć się tylko do podnóży góry Seorak-san. Nie udaje nam się stanąć na szczycie, bo zmrok zapada już o 18, ale widoki po drodze wynagradzają wszelkie trudy. Z góry widac błękit morza i piękne jesienne żółto-czerwone drzewa.


https://lh5.googleusercontent.com/-Ncfa5g7qgQ8/Unr8ofgJ73I/AAAAAAAAJaA/_WOUYSCxweQ/s1600/IMG_7021.JPG

Droga, którą jedziemy nad wybrzeżem nie jest jednak ścieżką rowerową, na którą liczyliśmy. Była za to "romantyczna droga Korei", jak infromowały tablice. Wybrzeże nie jest płaskie, jak byśmy teraz tego chcieli. Niewysokie, bo 200-metrowe skaliste pagórki schodzą prosto do morza, a droga wije się to w górę to w dół. Często tak stromo, że ledwo pchamy nasz wehikuł. Za to praktycznie każdego dnia możemy potaplać sie w morskich falach.


https://lh6.googleusercontent.com/-8F6GBB2HNZA/Unr8jnWJgVI/AAAAAAAAJY4/NfSIBk4FOdg/s1600/IMG_6952.JPG

Zaglądamy do nadmorskich wiosek, gdzie miejscowi żyją z rybołóstwa i sprzedaży suszonych i żywych owoców morza. Nie wiemy, czy trwały (czy istnieją) akurak żniwa, ale wszyscy zajęci byli oprawianiem kalmarów i wieszaniem ich na sznurki, by wysuszyły je słońce i wiatr. Przy miejscowościach zazwyczaj znajduje się port, a zaraz obok niego targ z żywymi morskimi stworami. Bardzo popularne są kraby, które są chyba symbolem koreańskiego wybrzeża i jest ich rzeczywiście dużo. W akwariach pływają te żywe i te ugotowane, które o dziwo jeszcze trochę się ruszają.


https://lh4.googleusercontent.com/-FYf96JZC62M/Unr89MbtDUI/AAAAAAAAJfM/lwli6c7gAVQ/s1600/IMG_7180.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-T4TS_9H4KyM/Unr86pXvruI/AAAAAAAAJeU/lhNfJgVM8TY/s1600/IMG_7152.JPG

Po intensywnym Seorak-san bolą nas jeszcze nogi, które po ponad połowie roku na rowerze odwykły od chodzenia, więc w Gangneungu zatrzymujemy się na dwie noce u koreańskiej nauczycielki angielskiego, Younmi. Bardzo wesoła i gadatliwa babka. W dodatku świetnie gotuje i specjalnie dla nas dodaje mało papryczki chili. Po zwiedzaniu okolicy zabiera nas do koreańskiej tradycyjnej restauracji, takiej gdzie siedzi się na ziemi.


https://lh5.googleusercontent.com/-mCN1z8q1VmE/Unr8em5ktYI/AAAAAAAAJXs/hX_WeDpMdXg/s1600/IMG_6885.JPG

Na naszym stole lądują miliony talerzyków z sosami i warzywami, a głównym daniem są plasterki mięsa, które smażą się przed nami na specjalnym kamiennym piecyku. Mając do dyspozycji ryżowy papier, każdy robi swój rulonik z tym, na co ma ochotę. Ile zabawy i machania pałeczkami, ile mycia talerzy! Ale co najważniejsze, czujemy sie najedzeni stosunkowo niewielką ilością jedzenia.

Rozpieszczeni domowym ciepłem ruszamy powoli na południe, do Busanu, skąd popłyniemy do Japonii. Noce są już całkiem chłodne. Napoczynamy w końcu nasz zestaw ogrzewaczy chemicznych, które dostaliśmy w prezencie od martwiącego się o nas Hyoonkiego (naszego znajomego z Chuncheonu). I dobrze, bo waży to chyba z pięć kilogramów.