Aktualności‎ > ‎

Made in China

opublikowane: 27 wrz 2013, 08:19 przez eferde   [ zaktualizowane 13 lip 2014, 11:22 ]
26.09.2013, Pekin, Chiny

Długo nie pisaliśmy, ale na chińskiej prowincji nie tak łatwo o internet, prosimy o wyrozumiałość;-) Do Chin nie można wjeżdżać swoim pojazdem, nawet rowerem, dlatego na te 100m musieliśmy wsiąść do "transgranicznej taksówki". Musieliśmy też kierowcy co nieco zapłacić, a z wrażenia zapominamy się targować. Erenhot czyli pierwsze miasto tuż za granicą oszołomił nas ilością sklepów, barów, rowerów elektrycznych i ludzi. W pierwszym supermarkecie oszaleliśmy od różnorodności wszelkiej maści towarów, które w większości były dla nas nowością. Postanawiamy spać w hotelu, by dopelnić obowiązku meldunkowego, a także zmyć piasek pustyni i zrobić duże pranie. Ku naszemu zaskoczeniu w pierwszym hotelu, do którego zajechaliśmy nie robią problemów (nie wszystkie hotele mogą przyjmować obcokrajowców) i sami oferują niższą cenę za noc (pewnie dlatego że nie było ciepłej wody, a zimna tylko ciurkała). Zamówienie jedzenia w restauracji bez menu i cennika nie idzie nam już tak łatwo. Mamy rozmówki, ale chińskie symbole są maleńkie i starsza pani nie widzi bez okularów. Czytana transkrypcja nic jej nie mowi, bo pewnie źle ją wymawiamy. Kończy się na języku migowym i Kwiatku udającym kurczaka. Po tym przedstawieniu właścicielka odsyła nas do knajpy obok. Obok wybieramy już tekst "proszę nam coś polecić" i na naszym stole z palnikiem ląduje naczynie z bulionem, a kucharz wrzuca do środka różne kulki, pierogi, mięso i podaje mnóstwo sosów. Jesteśmy głodni, więc jedzenie pałeczkami idzie nam świetnie. W napięciu oczekujemy na rachunek, który jednak nas mile zaskoczył (20zł na 3 osoby). Kolejne przygody z knajpami okażą się jeszcze tańsze.


https://lh3.googleusercontent.com/-nSXkuWix34E/Ulaie7vdyqI/AAAAAAAAIdw/Q7L62Sco2_M/s1600/IMG_5162.JPG

Za miastem rozciąga się chińska część pustyni Gobi. Wieje silny wiatr wzniecający miejscami tumany piasku. W następnym dużym mieście, po ponad miesiącu wspólnej tułaczki rozstajemy się z naszym kompanem. Kwiatka goni urlop i musi się szybciej dostać do Pekinu. 200km dalej rozstajemy się także z beżową pustynią, a dookoła nas wyrastają zielone chińskie góry. Własciwie spod nas, bo z płaskowyżu mongolskiego (ok. 1000m n.p.m.) zjeżdżamy ciągle w dół. Widoki jak w polskich Pieninach, tyle że zamiast Dunajca droga którą jedziemy, a na szczytach co jakiś czas pojawiają się szczątki Wielkiego Muru Chińskiego. Do wyboru wiele dróg, ale my zawsze wybieramy tą najmnieszą, która kluczy pomiędzy wioskami i wspina się na górskie przełęcze. W zamian podglądamy z bliska życie chińskiej wsi. Trwają właśnie żniwa i od świtu do zmierzchu widać ludzi na polach koszących ręcznie zbożę i kukurydzę. Na ulicy panie wspólnie obierają fasolę, bób i grzyby. Starsi panowie grają w chińskie szachy. Nikt tu nie siedzi bezczynnie.


https://lh3.googleusercontent.com/-JCIOVita4dE/Ulai34PZIqI/AAAAAAAAIlc/zBbImirVRdw/s1600/IMG_5495.JPG

Pewnego wieczoru do naszego namiotu zapukał dziadek i przyniósł nam ciepłe pierogi i ciasteczko księżycowe. Było to w czasie pełni księżyca, 19. września czyli w Święto Środka Jesieni. Data jest ruchoma, bo opiera się na tradycyjnym księżycowym kalendarzu chińskim. W Chinach po raz pierwszy psuje nam się poważnie rower. Niestety nie mamy odpowiedniego klucza, by rozkręcić suport (łożysko, dzięki któremu obracają się korby z pedałami). Szczęście jednak nas nie opuszcza i na poboczu stoją tirowcy, którzy oczywiście mają zestaw narzędzi. Panowie znają się na rzeczy, bo biorą rower w swoje ręce i od razu znajdują usterke. Pozorny luz na suporcie okazał się pękniętą miską po której kręcą się kulki łożyska. Nie mamy zapasowej, ale panowie w mig łapią na stopa patrol drogówki i Olo z policjantami jedzie do miasta szukać sklepu z częściami. Cała operacja nie trwała nawet piętnaście minut. Policja sygnalizacją świetlną się nie przejmuje, za to policją przejmuje się sprzedawca i przetrząsa wszystkie zakamarki sklepu, by znaleźć te miski. Za fatygę nie musimy płacić, a tirowcy w prezencie dają nam jeszcze klucz nastawny.



Po przedarciu się przez piękne chińskie góry docieramy w końcu do Pekinu. Miasto jest ogromne i siedem godzin zajmuje nam dotarcie do mieszkania Suna, Chińczyka, który nas tu gości. W Pekinie zostaniemy trochę czasu, więc postaramy jeszcze coś napisać.