Aktualności‎ > ‎

M54

opublikowane: 22 lip 2013, 09:29 przez eferde   [ zaktualizowane 13 lip 2014, 07:28 ]
22.07.2013, Krasnojarsk, Rosja

Z Kemerowa wyjechaliśmy po południu, a to dlatego, że nasi gospodarze "zmusili" nas do zwiedzenia ich miasta. Może i dobrze, pewnie zapamiętalibyśmy z niego tylko kominy i fabryki. Za kemerowem zaczynają się podjazdy, bo przejeżdżamy przez przedgórze Kuźnieckiego Alatau (takiego pasma góskiego). Jest ciężko ale widok na rozległą tajgę jest piękny, a po paru dniach podjazdów trudy podróży wynagradza nam kąpiel w rzece Kija.



Dzięki przyczepce pozbyliśmy się problemów z rowerem - przestały pękać szprychy w tylnym kole, ale pojawiły się problemy z przyczepką. Ta mimo naszych usilnych prób i próśb nie miała zamiaru jechać za nami prosto. Problemem było luźne łączenie dyszla z przyczepą (inżynierowie z Sybvielzu przewidzieli w tym miejscu tylko jedną śrubkę). Wystarczyło zajechać do przydrożnego warsztatu, przyspawać co trzeba i po problemie. Od teraz na zjazdach nie musimy już nerwowo oglądać się za siebie i patrzeć, czy czasem nasz nowy nabytek nie ma zamiaru się rozbujać i przewrócić.



Mieliśmy już dość trasy M53 "Bajkał" i postanowiliśmy się przerzucić na pobliską M54 "Jenisej". Spodziewaliśmy się tam mniejszego ruchu, jednak droga łącznikowa była istnym torem wyścigowym, chyba każdy kierowca jeździl tam "ile fabryka dała". Na szczęście większość rajdowców po dotarciu do M54 wybierała kierunek odmienny od naszego, dzięki czemu w końcu mogliśmy co nieco odpocząć od szumu aut. Niestety nie było miejsca na odpoczynek dla nóg, ponieważ "Jenisej" wije się serpentynami w górę i w dół (różnice nawet 400-500m), by ostatecznie doprowadzić nas do samej rzeki Jenisej i tamy -elektrowni, widocznej na banknocie dziesięciorublowym. Rzeka i jej otoczenie jest urzekająco piękna, wysokie skaliste góry i ogrom wodnego żywiołu - Jenisej jest najbardziej zasobną w wodę rzeką Syberii. Woda cały rok ma temperaturę 4-7 stopni celsjusza, jak górski potok. Oczywiście nie powstrzymało nas to od kąpieli. Można powiedzieć, że miły chłód bijący od Jeniseju wręcz zapraszal, by się zanurzyć w jego wodach.



Następne dwie noce spędzamy w pobliskim Dziwnogorsku. Śpimy u Olega, do którego kontakt otrzymaliśmy od przypadkowego przechodnia w Nowosybirskim Akademgorodku. Oleg nie chciał nas wypuścić po jednej nocy, miał już dla nas przygotowany program zwiedzania okolicy na cztery dni, my jednak nie mogliśmy zostać aż tak długo (Bajkał sam się nie dojedzie;-), jednak daliśmy się namówic na przedłużenie pobytu z jednej, do dwóch nocy. Na jeden dzień odłożyliśmy rower w kąt i wybraliśmy się z żoną Olega, Julą i jego znajomym, Sania (Saszą, Aleksandrem) do parku narodowego "Stołby". Stołby to takie wielkie skalne ostańce, porozrzucane po sporym obszarze, także żeby się do nich dostać, trzeba się trochę nachodzić (z głównej drogi tak z dwie godziny pod górę, żeby dojść pod pierwszy stołb). Ku naszemy zaskoczeniu na te pokaźne skały (nawet 80m wysokosci względnej) można wejść, co robi wiele osób, nawet w starszym wieku, choć nie ma tam zainstalowanych żadnych udogodnień, jak łańcuchy, czy drabinki, które można spotkać w naszych gorach. Rosjanie są szaleni. Ściągamy buty, by mieć lepszą przyczepność do skały, jednak i to nie wystarcza i w jednym miejscu pomocną linę rzuca nam jeden z lokalnych dziadków-skałołazów. Warto było przełamać swój strach i dostać się na sam szczyt, z którego rozpościera się imponująca panorama na otaczające góry porośnięte tajgą i wystające gdzieniegdzie stołby, a także niedaleki Krasnojarsk.



W Krasnojarsku szukamy sklepów rowerowych, z powodzeniem. Wymieniamy zużyte części (linkę i klocki w przednim hamulcu, oraz oba łańcuchy), bo nastepne duże miasto to dopiero odległy o 1000km Irkuck, a nie chcemy utknąć gdzieś po drodze z zepsutym rowerem.