Aktualności‎ > ‎

M53

opublikowane: 12 lip 2013, 20:58 przez eferde   [ zaktualizowane 13 lip 2014, 07:11 ]
13.07.2013, Kemerowo, Rosja

A więc kupiliśmy przyczepkę. Szukaliśmy takiej z jednym kołem, ale dostępna była tylko dwukółka wyprodukowana przez lokalny "Sibvielz". Nie znaleźlibyśmy jej bez pomocy Arseniego. Ten bardzo się przejął, dzwonił do różnych sklepów, a potem pojechał z nami do miasta. Były korki, trwało to chyba ze dwie godziny, a pan taksówkarz puszczał głośną muzykę i nie chciał jej ściszyć. Arseni tego dnia miał ważną rozmowę o pracę...

 
W tym miejscu do Irkucka było jeszcze 1800km, ot drobna pomyłka.

Wjechaliśmy w końcu na słynną M53. Jest to jedyna droga nad Bajkał i jedyna droga wschód-zachód w tej części Rosji. Z początku szeroka, później zmienia się w taką normalną. Niestety jeździ po niej dużo dużych samochodów i musimy co jakiś czas zjeżdżać na pobocze. Mieliśmy mocno napompowane opony, więc po kilku takich zjazadach jedna przebiła się o ostre kamienie na poboczu. Chwilę później zrobiła to druga opona. Mijamy z uśmiechem kolejną tablicę informacyjną. Wynika z niej, że do Irkucka zostało jeszcze 1000km (nauczyliśmy się już, że z dystansem należy podchodzić do danych z rosyjskich tablic, tym razem błąd wynosił jakieś 800km). Na drodze spotykamy podróżników z Polski. Już wracają, jechali dżipem do Mongolii przez Ałtaj z Gorzwa Wielkopolskiego. Wymieniamy się koszulkami, jedna wągrowiecka na dwie z niedźwiedziem.

Zjeżdżamy na drogę do Kemerowa, która wiedzie równolegle do dużej M53. Mamy dziś szczęście, na obiad zaprasza nas właściciel przydrożnego kafe "Bierjoza" i choć jest rano, dostajemy gratis dwudaniowy obiad. Wieczorem rozbijamy się na ogródku u pana Arkadiego i pani Natalii z pięknym widokiem na rzekę Tom (na końcu miękkie "m", którego nie jesteśmy w stanie wymówić, takie m/ń). Dostajemy pyszną kolację, a rano śniadanie. Też pyszne!



Przyczepka wymaga jednak kilku usprawnień. Droga do Kemerowa wydusiła z nas siódme poty, a to za sprawą... przyczepki, która jechała za nami lekkim zygzakiem i hamowała na zjazdach i podjazdach przez... luźną śróbkę. Luźna śróbka w końcu się odłamała, popękały szprychy, a te przebiły dętkę, co stało się 5km przed domem Antona, u którego dziś spaliśmy.